Zbliża się koniec roku i jak zwykle zapewne większość z Was (ja na pewno) zrobi podsumowanie minionych dwunastu miesięcy. To naturalne, kończy się przecież pewien etap, a zaraz zacznie się kolejny, tchnący nowym, ekscytującym, zachęcającym do działania. Zawsze, odkąd pamiętam podsumowywałam swój rok i czyniłam plany na kolejny. Celów zawsze była masa, czasem udawało się osiągnąć większość, czasem zaledwie kilka z nich. Największy problem zwykle miałam z własnym ciałem - co rok pojawiało się w moich planach szczupłe i wysportowane ciało. Wpisywałam do kalendarza określoną, wymarzoną wagę i .. czekałam, aż się zrealizuje. Pomagałam jej przez pierwsze kilka dni, czasem tydzień i na tym się kończyło.
Joanna PS
