W pierwszym wpisie o 5 Przemianach pisałam o podstawach [możecie o tym poczytać TUTAJ], dziś chciałabym poruszyć temat przepisów, czyli jak zastosować 5 Przemian w kuchni. Dużo czytałam, jak to w praktyce właściwie wygląda i każda pozycja mówiła o czymś zupełnie innym. Wciąż czekam na kilka książek, które zamówiłam, by pogłębić swoją wiedzę - wszak jestem tak naprawdę na samym początku tej przygody. Udało mi się jednak zebrać najpopularniejsze produkty i zamknąć je w tabeli, która ułatwi mi na pewno gotowanie wg 5 Przemian. A może także i Wam :)
Nauki wschodu nigdy nie były mi obce. Medycyna alternatywna budziła moje zainteresowanie na równi z tą konwencjonalną i, przygotowując się do egzaminu z anatomii, biochemii czy innych tego typu dziedzin, zgłębiałam jednocześnie tajniki refleksologii, leczenia medytacją, czy ajurwedy. I tak trafiłam pewnego razu na 5 Przemian. W tamtym okresie temat jednak zaledwie liznęłam nieznajdując w dostępnych w internecie informacjach niczego porywającego. Jednakże któregoś dnia znajoma na nowo obudziła we mnie chęć poznania tego starego, chińskiego sposobu odżywiania, powiedziałabym nawet - filozofii żywienia - że postanowiłam poszukać głębiej. Niczym lawina zaczęły spływać na mnie publikacje i blogi o tej tematyce. Wybrałam kilka ciekawych i spełniających moje wymagania pozycji i na nich się opieram zgłębiając temat pięciu przemian. Bibliografia na końcu wpisu.

Joanna PS
4 comments
Zbliża się koniec roku i jak zwykle zapewne większość z Was (ja na pewno) zrobi podsumowanie minionych dwunastu miesięcy. To naturalne, kończy się przecież pewien etap, a zaraz zacznie się kolejny, tchnący nowym, ekscytującym, zachęcającym do działania. Zawsze, odkąd pamiętam podsumowywałam swój rok i czyniłam plany na kolejny. Celów zawsze była masa, czasem udawało się osiągnąć większość, czasem zaledwie kilka z nich. Największy problem zwykle miałam z własnym ciałem - co rok pojawiało się w moich planach szczupłe i wysportowane ciało. Wpisywałam do kalendarza określoną, wymarzoną wagę i .. czekałam, aż się zrealizuje. Pomagałam jej przez pierwsze kilka dni, czasem tydzień i na tym się kończyło.