MOTTO ŻYCIOWE

..nie możesz zatrzymać dnia
ale możesz go nie stracić..


AKTUALNOŚCI

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MACIERZYŃSTWO. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą MACIERZYŃSTWO. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 31 marca 2016

Było emocjonująco... - marzec z Projektem /PROJEKT TSP/

Tak się akurat złożyło, że to w marcu Oskar przechodził jeden z większych w ostatnim czasie skoków"dwulatkowych", łącznie ze wzrostem obwodu głowy. W takich chwilach każde z nas potrzebuje wykazać się cierpliwością, miłością i zrozumieniem. Nie tylko my byliśmy zmęczeni tymi zmianami humoru, zmianami decyzji z sekundy na sekundę (dosłownie), płaczem i buntami. Odnoszę wrażenie, że sam Oskar przyjął zakończenie skoku z radością i z dnia na dzień stał się na nowo naszym ukochanym, spokojnym, choć energicznym dzieckiem :)


poniedziałek, 29 lutego 2016

Dawno, dawno temu.. czyli luty Projektem /PROJEKT TSP/

Zakończył się kolejny miesiąc Projektu. Wszelkiego rodzaju książki są w naszym rytmie dnia stałym elementem, postanowiłam jednak wykorzystać miesiąc czytankowy na powiększenie biblioteczki Oskara w nowe pozycje do czytania i edukowania. Tym sposobem znalazła się u nas gra SY-LA-BY (dla zainteresowanych - kupiłam w Pepco za grosze), ale także kilka ciekawych książeczek z wierszami i opowieściami. Ponieważ obraz mówi więcej niż słowa, zerknijcie poniżej na kilka naszych pozycji.

Do czytania Oskara zachęcać nie trzeba. Albo sam bierze sobie książeczki i czyta przy swoim biurku lub w fotelu/na sofie, albo chce, abym to ja przeczytała mu coś (wskazuje wtedy konkretną książeczkę lub po prostu mówi mi, o którą mu chodzi). Bardzo mnie to cieszy, bo moim marzeniem było zaszczepienie w nim miłości do literatury..











Często spędzamy też czas na nauce czytania, a nie samym czytaniu. Są słowa, które Oskar rozpoznaje (zapewne dzięki czytaniu globalnemu, które wprowadziłam, gdy miał 3 miesiące, zakończyliśmy jednak edukację, gdy miał niecały rok, ponieważ jego ruchliwość nie pozwoliła mu się skupić na wyrazach :) )




Ci, którzy znają nas od kilku lat jeszcze z poprzedniego bloga, wiedzą, że w naszym domu dużo jest angielskiego. Rozmawiamy codziennie, często słuchamy i czytamy po angielsku. Wszystkie śpiewane przez Oskara piosenki są w języku angielskim (jeszcze nie opanował żadnej po polsku poza kilkoma fragmentami piosenek z logorytmiki, na którą chodziliśmy - jest to jednak dużo trudniejszy język niż angielski)



Poza angielskimi kartami, mamy w zestawie (w Pudelku Edukacyjnym, jak je nazywam) wiele innych. Dla zainteresowanych, mogę napisać na ich temat osobny post.





Poniżej możecie zerknąć na zestaw do czytania globalnego, które nie ruszyłam na nowo, ale do którego w niedługim czasie chcę wrócić ucząc Oskara jednocześnie sylabizowania. Zestaw ten wykonałam sama. Jak widać, wydrukowałam wyrazy zarówno polskie, jak  angielski ich odpowiedniki.



Do czytania globalnego świetnie służą też książeczki wydane przez Polkę, Marię Trojanowicz-Kasprzak, która jest prekursorką czytania globalnego w Polce. Oskar uwielbia te książeczki, wiele zwrotów w niej zawartych potrafi przeczytać i bardzo się cieszy mogą je przeglądać. O to zawsze mi chodziło - o tą radość płynącą z czegoś, co jednocześnie go edukuje. Na tym właśnie powinna polegać edukacja. Im więcej w nas radości poznawania, tym więcej jesteśmy w stanie się nauczyć..

Zestaw "Czytam wyrazy" mogliście zobaczyć na fanpage'u. Jest to jedna z ulubionych gier Oskara w ostatnim czasie, choć bawił się tymi puzzlami, gdy miał nieco ponad rok. Od kilku tygodni raz na jakiś czas wracamy do układania puzzli na początek, poza MAMĄ i TATĄ, skupiając się na wyrazach jednosylabowych.



Kilka dni temu kupiłam w Pepco kolejną grę. SY-LA-BY są czymś, co również chciałam zrobić sama, jednak widząc niską cenę tej pozycji stwierdziłam, że czas na tworzenie sylab wolę poświęć Oskarowi. Póki co obywamy się z elementami tego pudełka stopniowo wprowadzając kolejne sylaby. Kiedy Oskar się z nimi obędzie, zaczniemy tworzyć z nich wyrazy.
(nie sugerujcie się zaznaczonym na opakowaniu wiekiem; sześć lat to zdecydowanie za dużo na naukę sylab; można, a osobiście uważam, że nawet trzeba, zacząć to robić trochę wcześniej)



Kolejna rzecz, którą chcę Wam pokazać, to książka, która pojawiła się w biblioteczce tworzonej dla Oskara, zanim jeszcze byłam w ciąży, a nawet nie byłam jeszcze mężatką. Ponieważ jednak rodzina była w planach, to i przeróżne rodzinne elementy pojawiały się w mieszkaniu i trafiały do specjalnego pudełka. Tam pewnego dnia trafiła ta książka. Jak sam tytuł mówi, są w niej zawarte BAJKI Z SENSEM. Bajki pogrupowane są wiekowo i każda z nich, poza tym, że napisana jest językiem zrozumiałym dla danego wieku, to porusza też kwestie istotne i możliwe do rozgryzania właśnie w konkretnej grupie wiekowej. Opisywany jest problem na przykładzie jakiegoś dziecka, a także podawana jest propozycja rozwiązania go.
Najmłodszy odbiorca może mieć trzy lata i choć Oskar tylu nie ma, to i tak przeczytałam mu bajeczkę przeznaczoną dla trzylatków. Jest to historia o dziecku, które chciałoby pogłaskać obcego psa. Narrator opowiada o tym, że najpierw trzeba zapytać pani lub pana, którzy spacerują z tym psem, czy można pogłaskać pieska, że należy się dowiedzieć, czy piesek lubi dzieci i czy lubi głaskanie itd. 




Bajka bardzo Oskarowi zapadła w pamięć i kiedy tylko widzi pieska spacerującego z kimś i pragnie się do niego zbliżyć (uwielbia wszystkie zwierzaki...), a my przypomnimy mu o bajce, od razu się zatrzymuje i mówi nam, co powinien zrobić (w swoim dwu i półlatkowym języku). Jestem przekonana, że któregoś dnia, jeszcze zanim zacznie iść ku jakiemuś psu, pomyśli i zapyta, czy może się zbliżyć.





I na koniec... NASZA WSPÓLNA KSIĄŻKA :) Osi dosyć opornie podszedł do tematu, wyraźnie wolał dziurkować (dałam mu wiele kartek, które wydziurkował niemal do ostateczności), niż malować. Powstało kilka stron, z których zrobiliśmy książeczkę. Zachowamy na pamiątkę :) A w przyszłym roku zrobimy kolejną. Myślę, że to może być stały punkt naszego Projektu ;)
(tak, jak chciałam, Oskar malował, a ja pisałam na danej kartce to, co on chciał, by było napisane)






Za oknem padał wtedy śnieg... Stąd tyle w niej śniegu ;)

___________

A jak tak, Kochani, u Was? Raporty napisane?? :) Pochwalcie się Waszym lutowym Projektem. :)

środa, 3 lutego 2016

Jak wzmocnić odporność u dziecka? /MACIERZYŃSTWO/

JAK WZMOCNIĆ ODPORNOŚĆ U DZIECKA?

W kalendarzu - wciąż zima. Za oknem - to jesień, to wiosna, a prawdziwej zimy brak. Czasem temperatura spadnie lekko poniżej zera, czasem opadnie do minus kilkunastu, by następnego dnia podnieść się do plus pięciu. To idealny czas dla bakterii i wirusów, które tylko czekają na chwilę zmniejszonej odporności zarówno dziecka, jak i dorosłego, by zaatakować. Nie tylko przyroda szaleje. Nasze organizmy również nie wiedzą, jak się zachować. Bo, wbrew pozorom, słoneczne dni w lutym wcale nie są takie dobre. Rozbieramy siebie i dzieci złudnie myśląc, że nic nam się nie stanie, a w taką pogodę najłatwiej o przeziębienie.

Ważna w tym okresie jest profilaktyka.

1.  WIETRZ MIESZKANIE
Niektórzy wychodzą z założenia, że lepiej siedzieć w ciepłym mieszkanku, niż je wychładzać. Nic bardziej błędnego! Wietrzenie pomieszczeń to podstawowa zasada zwiększania odporności u dzieci, ale i u dorosłych. Bakterie najlepiej rozwijają się w ciepełku, ale także i wirusy mają raj fruwając wokół nas. 
Najlepiej, jeśli okna są pootwierane bez przerwy, gdy na zewnątrz jest przyjemna pogoda [nawet 5 stopni C., jeżeli taka właśnie jest odczuwana, to dobra temperatura do stałego wietrzenia pomieszczeń]. Kiedy jednak wolisz, gdy okna są pozamykane, nawet temperatura minusowa nie jest przeciwwskazaniem do kilkakrotnego odświeżania powietrza w kolejnych pomieszczeniach. Otwórz zatem okno na 15 minut w jednym pokoju i zamknij drzwi, a wy przejdźcie do innego. 
Przebywając stale w ciepłych pomieszczeniach sprawiamy, że nasz układ immunologiczny odpowiedzialny za odporność nie pracuje, rozleniwia się. Doprowadzamy więc do sytuacji, że, kiedy zetknie się z naprawdę niegroźnym czynnikiem zewnętrznym, dla naszego organizmu to będzie szok. I, niestety, zwykłe przeziębienie może położyć nasze nieodporne dziecko do łóżka z gorączką [pamiętaj, że stan podgorączkowy i gorączka to dobry objaw - świadczy o tym, że organizm walczy!] i ogromnym osłabieniem, jakby miało grupę.

2.  NIE PRZEGRZEWAJ DZIECKA
Zasada jest taka: noworodka ubieraj tak jak siebie plus dwie dodatkowe warstwy, niemowlaka - tak jak siebie plus jedna dodatkowa warstwa, a starsze dzieci tak jak siebie. Zdarzyć się może, że Twoje dziecko jest bardziej ciepłolubne, niż większość maluchów, stwierdzić to możesz po zimnym karku [dłonie nie są wyznacznikiem, czy dziecku jest ciepło, czy nie]. Podobnie odwrotnie - jeśli kark jest przegrzany i spocony, oznacza to, że dziecku jest bardzo gorąco i należy je jak najszybciej rozebrać z jednej warstwy.
Dostosuj temperaturę w pokoju dziecka do jego potrzeb. Nie powinna ona przekraczać 22 stopni C., bo wysusza śluzówkę malucha, a przez to może doprowadzić do infekcji. Wietrz pokój malucha często, nawilżaj powietrze [jeśli nie posiadasz nawilżacza, połóż na grzejniku mokre ręczniki] oraz nosek dziecka. Na rynku jest wiele preparatów z wodą morską, która idealnie nawilża śluzówkę małego noska.  

3.  ZMIENIAJ KLIMAT
Według pediatrów, wyjechać w miejsce, gdzie panuje inny klimat niż w miejscu, w którym mieszkasz, możesz z kilkumiesięcznym dzieckiem. I warto to zrobić. Morze, góry, jesienią czy zimą usprawniają układ odpornościowy, zmuszają go do pracy, dzięki czemu zwykłe, małe infekcje nie będą stanowiły dla niego problemu.

4.  UODPARNIAJ WODĄ
Działa to podobnie, jak zmiana klimatu, tylko bardziej namacalnie. Chodź z maluchem na basen, woda tam jest chłodniejsza niż w wannie/wanience podczas kąpieli, dzięki czemu układ immunologiczny zmuszony jest do pracy.
Możesz tez zastosować naprzemiennie ciepłe i chłodniejsze strumienie wody na stopy dziecka, ale nie można stosować tych zabiegów u całkiem malutkich dzieci. 

5.  WYCHODŹCIE NA SPACER
Niemal zawsze. Jedynymi przeciwwskazaniami są: gorączka u dziecka, silny kaszel, duży mróz oraz silny wiatr. W innym wypadku godzina dziennie przeznaczona na spacer to minimum. Powód jest zapewne wiadomy - znów podnosisz w ten sposób odporność dziecka. Dodatkowo nawilżasz śluzówkę nosa malucha, dotleniasz je, dostarczasz mu witaminy D. Nie wspominając już o korzyściach płynących z długich spacerów dla mam. :)

6.  UNIKAJ DYMU PAPIEROSOWEGO
Nikomu nie trzeba mówić, nawet palaczom, że palenie szkodzi. Biernemu palaczowi szkodzi tak samo, jak palącemu. Dziecko wdychające dym papierosowy częściej choruje, bo jego układ odpornościowy jest upośledzony. Dodatkowo dym papierosowy powoduje, że do krwi dociera mniej tlenu i zakłócona jest praca płuc. U takich dzieci zwiększa się ryzyko nowotworów. Nie pal zatem przy dziecku, ani nie pozwalaj innym palić w towarzystwie malucha. Pamiętaj też, że wypalenie papierosa przed domem, a następnie wejście do środka nic nie da, bo 95% dymu wciąż znajduje się na Tobie! To tak, jakbyś palił/a nigdzie nie odchodząc.

8.  PAMIĘTAJ O HIGIENIE
Jeśli nie myjesz rąk przed podaniem dziecku jedzenia, albo nie pilnujesz, by maluch po zabawie w piaskownicy, w ziemi w parku czy po kontakcie z psem, który właśnie wrócił ze spaceru, umył swoje dłonie, może się to skończyć biegunką. Tego typu biegunka może sama w sobie nie jest groźna u starszych dzieci, u noworodków czy niemowlaczków jednak może dość szybko odwodnić organizm. Dodatkowo - niszczenie naturalnej flory bakteryjnej, które ma wówczas miejsce, osłabia ogólnie układ odpornościowy i dziecko zaczyna częściej chorować.
Podobnie ma się sytuacja po przewijaniu dziecka - zwłaszcza po szczepionce przeciwko rotawirusom, kiedy wirus ten może być wydalany z organizmu dziecka nawet do 50 dni po szczepieniu! Ale nie tylko. Ręce powinno się umyć lub odkazić używając specjalnego płynu/żelu odkażającego, kiedy jesteście na przykład w długiej trasie, PO KAŻDEJ ZMIANIE PIELUSZKI. 
I jeszcze jedna sprawa, błąd popełniany dość często przez mamy niemowlaków i ciut starszych dzieci. Chodzi o smoczek. Nigdy, pod żadnym pozorem, nie należy 'oczyszczać' smoczka w swoich własnych ustach! Każdy z nas ma inną naturalną dla siebie florę bakteryjną. To, co znajduje się w moich ustach i jest mi przyjazne, niekoniecznie musi być przyjazne dla mojego dziecka. Może się skończyć biegunką, w najlepszym razie. W najgorszym - oblizując smoczek, zostawiamy na nim bakterie odpowiedzialne za próchnicę, których bezzębny maluch jeszcze nie posiada. W ten sposób przekazujemy mu te bakterie i narażamy na to, że będzie walczył z próchnicą od najmłodszych lat. Nie należy też podawać dziecku smoczka, które upadło na ziemię, ani podłogę - nieważne, że była chwilę temu myta. Wypłukanie smoczka w gorącej wodzie w końcu nie trwa tak długo. ;) To samo dotyczy oblizywania łyżeczki dziecka :)

9. KARM PIERSIĄ
Ostatnio wielokrotnie słyszałam zdanie - "Ja nie karmię piersią, a moje dziecko i tak nie choruje", co miało sugerować, że tak naprawdę nie ma sensu karmić piersią, bo dziecko i tak będzie zdrowe. Podobnie można powiedzieć o papierosach - "Możesz palić przy moim dziecku, mój tato palił przy mnie, a nie mam raka. Ba! Nawet on nie ma!". Owszem, niektórym się udaje. 
Twoje dziecko, niekarmione piersią, może mieć świetną odporność, jeśli wpływasz na nią w każdy możliwy sposób, ale większość dzieci jednak nabywa tej odporności dzięki przeciwciałom w mleku matki. Dlatego WHO [Światowa Organizacja Zdrowia] nawołuje do tego, aby karmić wyłącznie piersią przez kilka pierwszych miesięcy życia dziecka. Najlepiej do ukończenia przez nie pół roczku [w tym czasie bowiem dziecko zaczyna nabywać swojej własnej odporności, a w mniejszym stopniu opiera się na przeciwciałach w mleku matki, których jest już mniej]. Jednak, jeśli uda Ci się karmić swojego malucha piersią przez okres noworodkowy, albo do trzeciego miesiąca życia, co też jest dosyć powszechnie stosowane, to super. Już w jakiś sposób wpłynęłaś na jego odporność.
Jeśli nie możesz karmić piersią, podawaj maluchowi mleko modyfikowane, które jest wzbogacone o probiotyki lub prebiotyki. Dzięki nim wzmocnisz florę bakteryjną, tę naturalną, w brzuszku dziecka, a jednocześnie podniesiesz jego ogólną odporność. 

10.  WPROWADZAJ PRAWIDŁOWE ODŻYWIANIE
Prawidłowe żywienie u dzieci nie różni się zbytnio od prawidłowego żywienia dorosłego. Poza tym, że na początku powinno się wprowadzać produkty mało alergizujące, jeśli rodzice malucha są alergikami, to, gdy osiąga ono 2 latka, może właściwie jeść wszystko to, co dorośli.
Jednakże, zwłaszcza, kiedy za oknem plucha, warto wzbogacić dietę dziecka o kilka składników podnoszących odporność. Główny nacisk połóż wówczas na beta-karoten, który ma swoją zasłużoną rolę w walce z drobnoustrojami. Podawaj dziecku często dynię, marchew, brokuły, a gdy już może spożywać, także pomidory, paprykę czerwoną, melony.

Pamiętaj też o tym, że cukier zmniejsza odporność organizmu na drobnoustroje, stanowiąc ich pożywkę. Udowodniono, że nadmierne spożywanie cukru ułatwia komórkom nowotworowym rozrost. Maluszek, który nie zna smaku słodkiego pochodzącego z cukrów prostych, ale tych niezdrowych, nie będzie też czuł potrzeby w przyszłości, aby dostarczać go swojemu organizmowi. Chronimy w ten sposób nasze maluchy przed otyłością (o otyłości będzie innym razem), która jest plagą obecnych czasów. Jako słodycz, podawaj dziecku banana, który jest bardzo słodkim owocem, albo sałatkę owocową.
Staraj się też unikać soli. Choć nam może się wydawać, że dania w kupnych słoiczkach są niedoprawione, dla malucha tak jest zdrowiej. O złych skutkach nadmiernego spożywania soli nie muszę chyba pisać. W przypadku dzieci starszych, warto stosować przyprawy, takie jak rozmaryn, estragon, cynamon, czy nawet odrobina kardamonu i imbiru.

11. STOSUJ PREPARATY UODPARNIAJĄCE
Nie jest to konieczne, ale jeśli już chcesz coś zastosować, warto zastanowić się nad tranem. Tran zawiera niezbędne nienasycone kwasy tłuszczone [NNKT], głównie omega-3, witaminę D, E i A [przypominam, że karoteny są prowitaminą dla witaminy A], czyli składniki bezpośrednio wpływające na odporność dziecka, ale i dorosłego. Dodatkowe właściwości, nie związane z odpornością, ale równie ważne, to wzmocnienie prawidłowego rozwoju mózgu i oczu u płodów [jeśli tran spożywa kobieta w ciąży] i u niemowląt do 12 miesiąca życia, jeśli tran spożywa ono samo, lub mama karmiąca je piersią.
Można również stosować witaminę C, choć, wg najnowszych badań, jej wpływ na zwiększenie odporności jest znikomy. Warto ją zastosować, gdy widzimy skutki jej niedoboru - osłabienie organizmu, brak apetytu, apatia czy samoistne krwotoki. Pamiętaj jednak, że, mimo iż witamina ta nie jest kumulowana w organizmie, a wydalana z moczem, można ją przedawkować. Wówczas osiągamy cel, którego chcieliśmy uniknąć, a mianowicie obniżamy odporność dziecka, doprowadzamy do biegunek [które osłabiają naturalną florę bakteryjną organizmu, pierwszą barierę chroniącą przed przedostaniem się bakterii do krwi], oraz przyczyniamy się do zaburzeń pracy układu moczowego, bo nadmiar witaminy C doprowadza do powstawania w nerkach kamieni nerkowych u osób ze skłonnościami do nich.

12. SZCZEP SWOJE DZIECKO
Szczepienia to dosyć kontrowersyjny temat, ale myślę, że nawet osoby przeciwne szczepieniom nie zaprzeczą, że jednak szczepionki uodparniają. Kiedyś, gdy szczepień nie było w ogóle, ludzie po prostu umierali. Na odrę. Na krztusiec. Na ospę. Na te wszystkie choroby, na które dziś mamy szczepionki, na które jesteśmy szczepieni od wielu dziesiątek lat, i które już teraz nam nie grożą, bo nabyliśmy na nie odporności i nie ma już kto chorować. Do czasu. W ostatnich latach bowiem coraz więcej jest przypadków krztuśców, zwiększyła się liczba zachorowań na odrę [!]. Właśnie dlatego, że nie ma już tego kokona chroniącego nas przed bakteriami i wirusami. I osoby niezaszczepione są narażone na zachorowania na zwykłe, niegroźne, wydawałoby się, choroby. 
Jak działa szczepionka? Do organizmu wprowadzana jest mała dawka żywego lub zabitego drobnoustroju, co powoduje odpowiedź układu odpornościowego w postaci produkcji przeciwciał. Dzięki temu, że wytworzyły się przeciwciała, podczas zetknięcia z danym drobnoustrojem w prawdziwym świecie dochodzi do uaktywnienia pamięci immunologicznej przywołującej do działania wytworzone przeciwciała i zwalczenia drobnoustroju, zanim spowoduje on w naszym organizmie szkody.
Nie nawołuję w tym miejscu, oczywiście, do szczepienia się na wszystko, ale ważne jest, by maluch był zaszczepiony przeciwko chorobom z obowiązkowego kalendarza szczepień. Niektóre szczepionki są szczepionkami zalecanymi i spośród nich polecałabym szczepienie przeciwko pneumokokom [co chroni nie tylko dziecko, ale i osoby starsze po 65 roku życia, stykające się z danym dzieckiem], oraz ospie i rotawirusom [jeśli maluch pójdzie do żłóbka lub przedszkola], a także przeciw meningokokom [jeśli jeździcie z maluchem po Europie]. 
Można również zaszczepić się przeciw grypie, jednak osobiście jestem zdania, że, w przypadku, gdy dziecko nie choruje, a wy stosujecie się do wyżej wymienionych zaleceń, nie ma aż takiej potrzeby zaszczepienia. Zaszczepienie przeciw grypie wiąże się ze szczepieniem corocznym, bo w każdym roku inne szczepy grypy są aktywne, w związku z tym inne szczepionki grypy są produkowane co rok, a przy mało higienicznym trybie życia zdarza się, że i tak nie uchronimy się przed zachorowaniem.

Pamiętaj!

Większość niemowlaków jest atakowana przez wirusy, więc nie nie ma potrzeby podawania antybiotyków! Antybiotyk stosuje się wówczas, gdy mamy do czynienia z bakteriami (w wynikach badań laboratoryjnych wskaźnik CRP jest podwyższony). Pamiętaj także, że naturalnym antybiotykiem jest czosnek, jeśli zatem Twoje dziecko jest w takim wieku, że może już go spożywać, wieczorem przygotuj mu małą kanapeczkę z prawdziwym masłem i ząbkiem czosnku pokrojonym w plasterki. Uodparnia niesamowicie!

poniedziałek, 1 lutego 2016

Ruszamy się z Creativo /PROJEKT TSP/

Za nami pierwszy miesiąc trzeciej edycji Projektu Tak Sobie Poznaję. To był miesiąc sportowy i postawiliśmy na każdy aspekt ruchowy udoskonalając nie tylko motorykę dużą (duże stawy, ale też motorykę małą. Poniżej znajdziecie kilka zdjęć raportujących nasze zmagania z tym tematem.

piątek, 29 stycznia 2016

SKOKI ROZWOJOWE W PIERWSZYM ROKU ŻYCIA

PONIEWAŻ WIDZĘ, ŻE MIMO IŻ MÓJ STARY BLOG JUŻ NIE JEST PISANY, WCIĄŻ LICZBA ODWIEDZIN KAŻDEGO DNIA JEST OGROMNA. W OSTATNIM TYGODNIU PONIŻSZY POST CIESZYŁ SIĘ POPULARNOŚCIĄ. PRZYPOMINAM GO, JAKO ŻE WIDZĘ POTRZEBĘ UDOSTĘPNIANIA TYCH INFORMACJI. JEŚLI WIĘC MASZ W DOMU NIEMOWLĘ I ZASTANAWIASZ SIĘ, ŻE ETAP, KTÓRY WŁAŚNIE PRZECHODZI, TO SKOK ROZWOJOWY, PRZECZYTAJ UWAŻNIE TEN POST. MIMO MI TEŻ BĘDZIE, JEŚLI PUŚCISZ GO DALEJ W ŚWIAT :)

czwartek, 1 października 2015

TAK SOBIE POZNAJĘ...ŚWIAT - PAŹDZIERNIK W AMERYCE POŁUDNIOWEJ

Dobiliśmy do Ameryki Południowej. Marzy mi się, by kiedyś ją odwiedzić - ze względu na całkowitą odmienność kulturową, wspaniałe historyczne budowle, które zawdzięczamy Inkom, na kuchnię i .. język hiszpański ;) Zapraszam Was do Ameryki Południowej :)





PROJEKT TAK SOBIE POZNAJĘ... ŚWIAT- poznaliśmy Australię i Oceanię

Wracamy. Powoli, ale chyba skutecznie. Sprawy pilne ustępują powoli miejsca sprawom równie ważnym, ale nie pilnym i dzięki temu mogę wrócić do realizowania naszego wspaniałego Projektu. Dla tych, którzy nie wiedzą - realizujemy od dziesiątego miesiąca życia Oskara projekt oparty na wspieraniu jego rozwoju. Uczymy się przez zabawę i tylko wtedy, gdy każde z nas ma na to ochotę. W drugiej edycji Projektu Oskar poznaje świat. We wrześniu była to Australia z otaczającymi ją wyspami. 

środa, 23 września 2015

Oskar ma 25 miesiący /RODZINA/

Dużo się u nas ostatnio dzieje, spełniają się kolejne marzenia z Mapy Marzeń i Celów, zanim więc się obejrzałam, minęły kolejne miesiące życia Oskara i wkroczył on z nowymi umiejętnościami w dwudziesty szósty. Oznacza to zatem, że nasze maleństwo :) ma już ponad dwa lata! Czy obecny jest u nas bunt dwulatka, którym straszeni są wszyscy rodzice i którego wszyscy się obawiają? Powiem Wam szczerze, że jeśli miałoby to być rzucanie się na podłogę i histerie, wrzaski bez powodu, szaleństwo nie do opanowania - to nie, u nas tego nie ma. Zdarza się natomiast, że Osi, tworząc intensywnie swoją osobowość, wyraża swoje zdanie, mówi nie, a jeśli nie zgadzamy się z nim, stara się mocno nas przekonać do swojego zdania. 

niedziela, 31 maja 2015

Dziecko kulturalnie /PROJEKTY/

Ponieważ nasz maj był miesiącem wyjazdowym, kulturalny temat Projektu realizowaliśmy we Francji. Poznawanie nowych kultur jest dla nas czymś tak naturalnym, że nawet się nie zastanawialiśmy  i po prostu pozwoliliśmy Oskarowi na szaleństwo urlopowe. Poza tym, że odwiedzaliśmy miasteczka zupełnie inne klimatycznie od naszych, pojawialiśmy się na różnych plażach (były i piaszczyste, i żwirowe, a nawet kamienista), to ludzie, którzy nas otaczali, mówiący innym językiem, niż ten, w którym Oskar dotąd się poruszał, byli nieodłącznym elementem innej kultury. Nie jadaliśmy w restauracjach (w godzinach, w których my jadamy obiady, restauracje miały sjesty..), ale gotowałam w domku, w którym mieszkaliśmy. Starałam się skupiać na kuchni francuskiej i tym sposobem na talerzach pojawiła się chociażby ratatouille, zwłaszcza, że byliśmy w Prowansji. Poniżej przedstawiam Wam kilka zdjęć z naszej wyprawy.

wtorek, 26 maja 2015

Oskar ma 21 miesięcy /RODZINA/

Oskar ma 21 miesięcy
A to oznacza, że niedługo będzie miał dwa lata… Pamiętam, kiedy zbliżał się jego roczek, a ja z każdym kolejnym opisywanym miesiącem byłam pod wrażeniem upływu czasu. Podobno ten, kto nie ma dzieci, nie ma pojęcia, jak szybko czas ucieka ;) Może cos w tym jest? I może właśnie dlatego to fakt, że w naszym życiu pojawił się ten młody członek rodziny sprawił, że staliśmy się mistrzami organizacji? Czasem zastanawiam się, jak to się stało, że przed narodzinami Oskara tam mało celów udało mi się zrealizować. Dziś, choć mam dużo więcej obowiązków i pasji, realizuję cel za celem… Zapewne właśnie dlatego dla niektórych pracodawców to, że jesteś MAMĄ znaczy – jesteś świetnie zorganizowaną osobą i dlatego chcę Cię mieć u siebie w firmie. Mam nadzieję, że mój pracodawca przyjmie mnie z powrotem z równie otwartymi ramionami ;)

niedziela, 17 maja 2015

Jak poradzić sobie z chorobą lokomocyjną u dzieci /MACIERZYŃSTWO/



Żródło

Urodził się maluch, Wy jesteście urodzonymi podróżnikami i swoją miłość do podróży chcecie zaszczepić w maleństwu. Robicie wielkie plany, tworzycie listę miejsc do zwiedzenia, listę rzeczy do zabrania. W końcu nadchodzi ten długo wyczekiwany dzień - spakowani wsiadacie do auta i ... nagle się okazuje, że Wasze dziecko ma chorobę lokomocyjną. Co w takiej sytuacji zrobić, żeby urlop nie był zepsuty, a także żeby Wasze ogromne plany związane z przekazaniem potomkowi tej wielkiej miłości do podróży nie poszło na marne? Na pewno najgorsze, co można zrobić, to negatywne emocje. Stres, jaki wywołacie w dziecku, krzycząc na niego, albo, co gorsza - podnosząc rękę, bo ubrudziło piękną tapicerkę Waszego auta, jedynie obróci się przeciwko Wam. Jak poradzić sobie w takiej sytuacji? Moja mama zawsze zabierała kilka jednorazowych reklamówek, gdy wybierała się gdzieś ze mną w dłuższą podróż autobusem. ;)

piątek, 15 maja 2015

Przegrzanie organizmu u dziecka /MACIERZYŃSTWO/

Miałam dziś pisać o czymś innym, ale temat, który ostatnio przewija się przez tablicę mojego facebooka, sprawił, że nie mogę przejść obok tego obojętnie. Nie wiem, jak na Was działają kolejne wieści o nieżyjących maluchach zamkniętych w autach podczas żaru, który leje się z naszego nieba. Na mnie działają coraz gorzej i z każdą kolejną tego typu informacją mam wrażenie, jakbym spadała w przepaść. Zawrót głowy, gwałtowne uderzenie gorąca i niedowierzanie, że po raz kolejny i kolejny mogło się to zdarzyć. Jakim cudem?? Jak to możliwe, że dorośli ludzie odpowiedzialni przecież za te maleństwa, mogą tak zwyczajnie pójść sobie na zakupy czy zapomnieć (!) o dziecku, które miało być zostawione w przedszkolu?! 

wtorek, 12 maja 2015

Apteczka podróżna - bezpieczne wakacje z dzieckiem /MACIERZYŃSTWO/


Każdy zabiera ze sobą apteczkę w podróż, a przynajmniej ci, którzy wybierają się w nią autem, bo, jakby nie patrzeć, apteczka w aucie musi być i to z ważnymi lekami i sprzętem medycznym. Zazwyczaj w sklepach schodzą najtańsze, najsłabiej wyposażone apteczki, co mnie osobiście niezmiernie dziwi. A jednocześnie uświadamiam sobie, że my, ludzie, mamy pewną taką wadę, a mianowicie - nie wierzymy, że coś złego może spotkać właśnie nas. Na szczęście, nie wszystko w ten sposób podchodzą do życia i wożą ze sobą apteczkę z prawdziwego zdarzenia, a gdy rodzina się powiększa, i apteczka nabiera większych rozmiarów uzupełniana w te niezbędne akcesoria potrzebne przede wszystkim dzieciom. O apteczce domowej pisałam już kiedyś, dziś natomiast chciałabym się skupić na lekach i sprzęcie medycznym niezbędnym w podróży.

poniedziałek, 11 maja 2015

Zdrowe dziecko na urlopie - jak uniknąć chorób podczas urlopowania? /MACIERZYŃSTWO/

Kiedyś przeczytałam w jakiejś książce o podróżach z dziećmi, że na urlopie body z jedną plamką przestaje być zakwalifikowane do prania, że inaczej patrzy się na definicję brudnego ubrania, zarówno dziecięcego, jak i własnego. I faktycznie – na urlopie możesz dwa dni pod rząd chodzić w tym samym podkoszulku, co w domu byłoby być może nie do pomyślenia, albo plama po kapiącym w upale lodzie nie robi już takiego wrażenia, jak w miejscu zamieszkania. I bardzo dobrze! Na urlopie powinniśmy się przede wszystkim bawić, a nie zamartwiać. Ale od jednego nie możemy wziąć urlopu – od zachowania higieny. Nieważne – w domu, w aucie, samolocie, na campingu, w hotelu czy namiocie – higiena przy dziecku, zwłaszcza przy niemowlaku, to podstawa! Ale także istotne znaczenie ma niepozbawianie dziecka bariery ochronnej. Jak to robić?

niedziela, 10 maja 2015

Podróżowanie z dzieckiem bez niespodzianek /MACIERZYŃSTWO/


Jak wiele osób wie, na przełomie kwietnia i maja ubiegłego roku wyjechaliśmy na trzytygodniowy urlop stacjonarny, który w sumie objął prawie cztery tygodnie, jeśli mam liczyć od dnia wyjazdu z domu do dnia powrotu do niego. Urlop ten zaplanowaliśmy już kilka miesięcy wcześniej, mniej więcej dwa miesiące po tym, jak urodził się Oskar i zdecydowaliśmy się wówczas na szwajcarskie Alpy oraz południową Francję. Nie wykupujemy wycieczek w biurach podróży. Sami je sobie organizujemy i mimo niemowlaka, który pojawił się w naszym domu, nie zrezygnowaliśmy z tej formy. Jeździmy na wakacje na campingi, na których Eurocamp ma swoje namioty i mobile home'y i jesteśmy z tych wakacji bardzo zadowoleni. Czy mieliśmy obawy wyjeżdżając z niemowlakiem tak daleko? Szczerze? Nie. Podróżujemy nie od dziś, zawsze jesteśmy przygotowani na ewentualności, nie spodziewaliśmy się zatem niczego, co mogłoby nas zaskoczyć.


czwartek, 30 kwietnia 2015

Dziecko w naturze /PROJEKTY/

Naturą dziecka, tego szczęśliwego, jest zabawa. Naturą dziecka są kolory. W minionym miesiącu, kolejnym miesiącu naszego Projektu, postanowiliśmy zapewnić Oskarowi jak najwięcej szaleństw i kolorów. Znając już doskonale naszego synka, zdawaliśmy sobie sprawę, co go zadowoli. Dlatego między innymi zabraliśmy go tam, gdzie mógł szaleć biegając za gołąbkami. Gołębie i wróble są ptakami, które kilka razy w tygodniu są dokarmiane przez naszego synka. Oski uwielbia zwierzęta, tymczasem na naszym osiedlu ich nie brakuje, dlatego niemal każdego wciąż na nowo spotykamy kolejne okazy. Natura jest wokół nas..

sobota, 25 kwietnia 2015

Mam dość.. /RODZINA/

Słowa mają niezwykłą moc. To, co wypowiadamy w stosunku do siebie czy innych, zasiewa się w naszych i innych umysłach niczym ziarno. Czasem wykiełkuje ono chwastem, czasem pięknym kwiatem, czasem pozostanie ziarenkiem - nieuświadamianym, ale uwierającym i dającym sporadycznie o sobie znać. Na miejscu tych chwastów mogłyby być same piękne kwiaty, na miejscu ziaren chwastów - same piękne i zdrowe ziarenka. Nie zawsze jednak tak jest. To, co zostało zasiane w naszej podświadomości od wczesnego dzieciństwa, daje o sobie znać w postaci naszego myślenia i podejmowanych zachowań. Nie bez powodu tak dużo mówi się o wadze słowa. Edyta Zając zainicjowała na swoim blogu akcję "Mam dość słuchania o debilach" i mój wpis jest przekazaniem piłeczki dalej. Na swoim przykładzie wiem, jak ważne jest, by rodzice, nauczyciele i inni dorośli mówili do dzieci w pozytywny sposób. Również Akademia Skutecznego Działania Iwony Majewskiej-Opiełki zainicjowała jakiś czas temu akcję DZIEŃ DOBREGO SŁOWA i w każdy 13.ty dzień miesiąca na blogu pani Iwony możecie poczytać inspirujące wpisy na ten temat. Kilka polskich szkół wdrożyło w swój program świętowanie tego dnia w odpowiedni sposób.


piątek, 24 kwietnia 2015

Kiedy dziecko źle widzi.. /MACIERZYŃSTWO/

Zaskoczenie wywołuje w innych fakt, że Oskar nosi okulary. Moi rodzice posunęli się nawet do tego, że przypuszczali, iż kupiliśmy synkowi okulary zerówki tak dla zabawy... Nie, to nie są zabawkowe okulary. To szkła z prawdziwego zdarzenia, choć ze specjalnego, niezniszczalnego tworzywa, z prawdziwą wadą do korekcji. Często też pada pytanie, jak doszliśmy do tego, że oski ma wadę, oraz do jakiego lekarza okulisty chodzimy, że nie uznał on, iż dziecku w takim wieku zmierzyć wady wzroku nie da rady. Można zmierzyć wadę dziecku w każdym wieku. trzeba tylko pamiętać, że do trzeciego roku życia dzieci mają tendencję do nadwzroczności i to jest fizjologiczne. A jak to wyglądało u nas?

czwartek, 23 kwietnia 2015

Oskar ma 20 miesięcy /RODZINA/

Kochane gołąbki! Jak ja was kocham!
W chwili obecnej Oskar przechodzi skok. Czuć to nie tylko po ciepłocie główki, która  rozrasta mu się niemal pod naszymi palcami, ale i po nowych umiejętnościach i dosyć niesfornym zachowaniu :) Zbliżamy się powoli do tego sławnego "buntu dwulatka", patrząc jednak na naszego wspaniałego Synka, śmiem przypuszczać, że ten etap rozwojowy minie raczej bez większych ekscesów. Codziennie jesteśmy pod wrażeniem jego zachowania, jego rezolutności i coraz lepszej z nami komunikacji. To już nie to samo dziecko, którym był nawet miesiąc temu. 

sobota, 13 grudnia 2014

Dzień Dobrego Słowa /RODZINA/

Jest taki jeden dzień w miesiącu, przed którym wciąż słyszę ostrzegawcze napomnienia. To trzynasty dzień. Zapewne i wokół Was żyją osoby zabobonne, które trzynastego, zwłaszcza, kiedy wypada w piątek, wolą nie wychodzić z domu. Ja byłam uczulana na ten dzień, odkąd pamiętam. I odkąd pamiętam zawsze starałam się, aby ten dzień dostarczał mi jak najwięcej radosnych przeżyć. Zaczęłam uznawać go za dzień szczęśliwy, dzień szczególnej pomyślności, zamiast za dzień przynoszący pecha. Iwona Majewska-Opiełka, psycholog, coach, doradca rozwojowy, mój mentor wprowadziła jakiś czas temu pewną akcję, która ma miejsce zawsze trzynastego dnia miesiąca. To Dzień Dobrego Słowa. O znaczeniu dobrych słów pisałam na swoim blogu Misja Macierzyństwo (jeśli ktoś ma ochotę wrócić do tego wpisu, znajdzie go tutaj). Jestem całym sercem za tą akcją. Tak bardzo, że postanowiłam wprowadzić ją w domu..

JAK TO WYGLĄDA OD STRONY FORMALNEJ

Dobre słowo powinno być szerzone każdego dnia, jednakże jesteśmy narodem raczej marudzącym i narzekającym, co sprawia, że zdarza nam się zapominać o tych chwilach pełnym pozytywnego ładunku. Akcja ta ma na celu wzmocnienie pozytywnych emocji poprzez używanie dobrych słów szczególnie tego dnia - trzynastego - z nastawieniem jednak, że stanie się to naszym codziennym nawykiem.
Najpiękniejsze jest to, co obserwuję na Facebooku. Co miesiąc kolejne szkoły dołączają się do akcji Dzień Dobrego Słowa i udostępniają zdjęcia z tego dnia, a wierzcie mi, że są wizerunki pełnego zaangażowania w szerzenie dobrego słowa. Nauczyciele, dyrektorzy, a przede wszystkim dzieci - oni wszyscy niemal prześcigają się pomysłami, jak uczcić ten szczególny dzień. Do takich szkół chciałabym chodzić..
Dzień Dobrego Słowa to jednak nie jest dzień, kiedy mamy sobie słodzić, czy też milczeć, kiedy nie jest nam dobrze. Jak mawia pani Iwona - każdą emocję, każde odczucie, nawet to najbardziej negatywne można przedstawić tak, by miało raczej pozytywny lub neutralny wydźwięk. Kiedy boli Cię głowa, a ktoś usilnie chce prowadzić z Tobą konwersacje, możesz zakomunikować, że w tej chwili boli Cię głowa, ale łyknęłaś tabletkę przeciwbólową, więc w niedługim czasie będziecie mogli porozmawiać na spokojnie.
Bardzo podoba mi się ta idea, bo sama staram się mówić głównie o pozytywach i nie narzekać. Nie zawsze mi się to udaje, ale jestem przecież człowiekiem i mam prawo do tego, aby wciąż pracować i pracować nad swoim charakterem. Czasem też bywa tak, że krążą wokół mnie nieco toksyczne osoby, które zarzucają na mnie pajęczynę negatywnego myślenia i stawiają mnie w dość niewygodnej sytuacji. Zerwać znajomość, czy usilnie starać się nie przesiąkać narzekaniem, marudzeniem, plotkowaniem..?
JAK TO WYGLĄDA U NAS
Zrobiłam sobie i bliskim w tym miesiącu niespodziankę i wprowadziłam do domu Dzień Dobrego Słowa. W tym celu rozwiesiłam wykonane przeze mnie logo tego wspaniałego dnia, aby przypominał nam o dobrych słowach. Okazało się to świetnym pomysłem, bo, jako wzrokowiec, widząc to logo od razu się uśmiechałam. :)
Dodatkowo w różnych pomieszczeniach rozwiesiłam mobilizujące zdania, z których ostatecznie zrobię zasady panujące w naszym domu. Myślałam o tych zasadach już dawno, ale natłok obowiązków związany m.in. z kursami foto, które wypełniały moje dni, spowodował, że ustalenie i wydruk zasad zostawiłam na później. To "później" właśnie nadeszło :)
To rzeczywiście był cudowny, pełen dobrych myśli, dobrych słów i dobrych zachować dzień. Pilnowaliśmy się, aby nie wychodziły z naszych ust złe słowa, jak w bajce o dwóch Dorotkach (tej złotoustej i brudnoustej - autor dokładnie zdawał sobie sprawę z tego, jak wielkie znaczenie mają słowa). Byliśmy dla siebie oparciem i z miłością podchodziliśmy do wszystkiego, co wspólnie robiliśmy. A teraz możemy spokojnie położyć się spać :)
I Wam, Kochane, życzę dobrej nocy i jednocześnie zachęcam Wam do świętowania każdego trzynastego dnia miesiąca!


Tak u nas wyglądał Dzień Dobrego Słowa :)


Twitter Delicious Facebook Digg Stumbleupon Favorites More

 
Design by Free WordPress Themes | Bloggerized by Lasantha - Premium Blogger Themes | Facebook Themes